Wellbeing – fundament produktywności
12 września 2018

Jesteśmy dumni z bycia jednym z najbardziej zapracowanych społeczeństw w Europie. Obok takich potęg gospodarczych, jak Bułgaria i Grecja. Jednocześnie nasz PNB na głowę jest poniżej średniej, czyniąc z nas jednym z najmniej produktywnych.

Oczywiście na ten wynik składają się dwa typy źródeł. Pierwsze, zewnętrzne poczynając od dominacji nienowoczesnych branż, które wymagają wiedzy i kreatywności (sprawnego, wydajnego „procesora”), poprzez koncentrację na zadaniach o niskiej wartości dodanej (80/20), pracę nad tematami, które nas nużą, a kończąc na otoczeniu ludzi, którzy drenują naszą energię dzień po dniu.

Druga grupa źródeł sukcesu, krajów wyżej rozwiniętych i bardziej produktywnych do których w Polsce nie przywiązuje się wystarczająco powszechnie wagi to wewnętrzne źródła produktywności, wpływające znacząco na sprawność naszego „procesora” i zdolność do kreatywnego myślenia, niezbędnego nie tylko w nowoczesnych branżach, ale w nowocześnie i wydajnie działających firmach działających w branżach tradycyjnych. Te wewnętrzne źródła to właściwe odżywianie, „produktywny” regenerujący sen, ruch w trakcie pracy i poza nią, relaksacja i relacje z bliskimi. A na to wszystko potrzeby jest dobrze wykorzystany czas.

Jak na tle tych dobrych praktyk wygląda rzeczywistość liderów w polskich firmach. Według badania firmy Human Power z 2017 roku 77% spędza czas w pracy w bezruchu, 68% nie ćwiczy przynajmniej 3x w tygodniu po 30’, 28% śpi mniej niż sześć godzin na dobę, 60% budzi się rano zmęczonych, 31% ma problem z koncentracją, 35% ma poczucie rozkojarzenia, 37% odczuwa ciągłą irytację i niecierpliwość. Tak wygląda rzeczywistość osób odpowiadających za kierunek naszych przedsiębiorstw, za największe budżety i za dobór oraz motywowanie innych kluczowych osób w polskich przedsiębiorstwach.
W trakcie wprowadzania naszego badania na rynek polski spotkaliśmy się z taką, niestety dość powszechną tezą: „Mamy bardzo dużo bieżących kwestii do rozwiązania i samopoczucie naszych kluczowych pracowników z tej perspektywy nie jest najważniejsze”. Wielu z nas umyka bowiem fakt, że samopoczucie, czy szerzej wellbeing nie jest jedynie miłym terminem nijak nie związanym z naszą produktywnością.

Człowiek, to nie oderwane od siebie narządy, jak może się nam zdawać gdy w przychodni patrzymy na listę dostępnych lekarzy specjalistów, wąsko, wycinkowo patrzących na nasze ciało. Ostatnimi czasy współczesna medycyna zaczyna się przekonywać do tezy głoszonej od tysięcy lat przez tradycyjne systemy medyczne jak ajurweda czy medycyna chińska, że nie tylko istnieją współzależności między poszczególnymi, pozornie niepowiązanymi ze sobą narządami, ale co jeszcze ciekawsze istnieją wyraźnie odziaływania między ciałem, duchem i umysłem. Jednym z bardziej znanych przejawów tego myślenia jest uznanie chorób psychosomatycznych. Co więcej, okazuje się, że nasze codzienne wybory w zakresie stylu życia mają największy wpływ na nasze samopoczucie i to one w największym stopniu determinują czy będziemy chorzy czy zdrowi.

Tak, czynniki które możemy określić mianem stylu życia, będące w zakresie naszego wyboru stanowią 40% wszystkich czynników pogarszających lub polepszających to jak się czujemy a przez to na ile jesteśmy produktywni. Następna grupa – czynniki dziedziczne to 30%, sytuacja społeczna 15%, a czynniki środowiskowe zaledwie 5%. Innymi słowy, to jak się czujemy a w dłuższym okresie czasu (kropla drąży skałę) na jakie choroby zapadniemy w znakomitej liczbie przypadków jest zależne od nas samych i mamy możliwość zdecydowania czy zjeżdżamy po równi pochyłej a ostatnie dekady naszego życia będą udręką, czy jesteśmy produktywni dzisiaj a w jesieni życia będziemy pasować do reklamy funduszy emerytalnych, gdzie sprawni, piękni emeryci cieszą się w zdrowych ciałach owocami produktywnego życia.

Jakie są te „tajemnicze” czynniki, o których pisaliśmy wyżej? Są to oczywiście te same czynniki, które wpływają na jakość funkcjonowania naszego mózgu. Czyli, to jak długi i jak regenerujący jest nasz sen; jak szybko i jak skutecznie potrafimy odprężyć się w ciągu dnia; jak często, jak długo, jak intensywnie i o jakiej porze ćwiczymy nasze ciało; ile pijemy alkoholu i jak blisko pory snu to robimy; co, ile, jak, o jakich porach i w jakich połączeniach jemy; a wreszcie jak wyglądają nasze relacje z bliskimi, które mogą wydłużać lub skracać długość naszego życia. A wreszcie praca i to czy realizujemy się w niej, czy ludzie z którymi mamy do czynienia na co dzień karmią nas czy wypalają.

Oczywiście to nie jest wiedza tajemna i jak powiedziało mi kilka osób w czasie rozmów w trakcie naszej kampanii na LinkedInie te informacje można znaleźć w Internecie. To prawda w Internecie jest mnóstwo prawdziwych i nieprawdziwych uśrednionych informacji, ale po pierwsze nie każdy znajduje czas by do nich sięgnąć. Po drugie gdy słyszymy, że mamy poprawić sen, dietę, zacząć się ruszać, nie wspominając o relacjach z bliskimi to jest to taki ogrom elementów, że jak zając złapany nocą w snop światła reflektorów nadjeżdżającego samochodu staramy się przycupnąć z nadzieją, że nieszczęście nas ominie. A to, jak wspomniany samochód niestety nie omija. Tymczasem nasze badanie, które dotyka bezpośrednio, lub pośrednio wszystkich wyżej wymienionych obszarów pomaga znaleźć ten indywidualnie dobrany punkt startu do zmiany, bo człowiek to nie węzeł gordyjski i nie można go przeciąć, ale znajdując właściwy koniec trzeba go „rozplątać”.

Ażeby wprowadzić zmiany w swoim życiu musimy być zmotywowani, a nic tak nie motywuje, jak zobaczenie z jednej strony że jesteśmy na równi pochyłej, z drugiej zaś które z małych kroków nam konkretnie przyniosą najszybszą, odczuwalną poprawę. Poprawę tego jak się czujemy, z jakim poziomem energii stawiamy czoła wyzwaniom, jak mocno reagujemy na stres – jak mocno go odczuwamy i jak bardzo męczy się przy nim nasze serce. Poprawiając, krok po kroku, kolejne elementy wpływające na nasze zdrowie i samopoczucie sprawiamy, że dany nam czas zaczynamy wykorzystywać efektywniej, a tym samym jesteśmy produktywniejsi przesuwając się na skali od Grecji i Bułgarii w kierunku Luksemburga, Szwajcarii czy Danii, która nie tylko jest efektywną i nowoczesną gospodarką, ale żyje tam jedno ze społeczeństw o najwyższym wskaźniku poczucia szczęścia. I to nie dlatego, że najdłużej pracują.